ASTREL
Błękitne tęczówki przyszłego władcy Ashidee wydawały się mnie pochłaniać. Connor w bezruchu wpatrywał się we mnie z zadziwiająco spokojnym wyrazem twarzy, tylko w jego oczach było widać targające nim emocje. Chłopak zamrugał kilkakrotnie odwracając wzrok.
- Przekaż poddanym twojego ojca, żeby wampiry kontrolowały się i nie pobierały krwi od ludzi, którzy się na to nie zgodzą - powiedział cicho. - Już zbyt wiele osób zginęło na terenie lasów Ashidee.
- Są osoby, które nawet nam jest ciężko kontrolować... - westchnąłem, przeczesując włosy. Nie lubiłem tego tematu, pamiętając wydarzenia, które miały miejsce parę miesięcy temu. Mało brakowało, a Oliver byłby jedną z takich osób. Ogarniętych szałem krwi, bezmyślną istotą, która zabijała wszystko co stawało na jej drodze.
- Rozumiem - posłał mi pocieszający uśmiech co było całkiem zaskakujące w takiej sytuacji.
* * *
Rozejrzałem się z zainteresowaniem po rozświetlonej słońcem bibliotece. Wysokie regały sprawiały, że czułem się mały pośród nich. Idąc między nimi za Connorem, przyglądałem się tytułom mijanych książek. Wszystko wydawało się ułożone według jakiejś zasady, niektóre dzieła wydawały się niezwykle stare, w porównaniu do reszty.
Białowłosy poprowadził nas między regałami do miejsca, gdzie stała czarna, dwuosobowa sofa i parę foteli. Na stoliku pod ścianą leżało parę stosików książek.
- Uwielbiam tu siedzieć. Cisza, spokój no i książki - uśmiechnął się. Patrząc na niego, widać było, że mówi prawdę. Jego oczy radośnie się skrzyły, gdy rozglądał się po pomieszczeniu. Usiadł w jednym z foteli, podwijając pod siebie nogi jak mały chłopiec. Uśmiechnąłem się, siadając naprzeciwko niego.
- Po twoich wyczynach na śniegu, nie zgadłbym, że jesteś małym molem książkowym.
- Jestem ciekawski, a co za tym idzie lubię dowiadywać się nowych rzeczy. Rodowa biblioteka jest dobrym miejscem na to - powiedział.
- Wierzę. - odparłem z rozbawieniem. Connor naprawdę przypominał mi teraz chłopca, który bawił się rękawem koszuli wpatrując w swojego słuchacza jak zaciekawiony kociak. I jeszcze te niewinne oczy w kolorze porannego nieba z ciemniejszymi plamkami.
- Może przejdziemy się po mieście? Nudno tu jest... - przeciągnął się, wstając. - Oczywiście jeśli chcesz.
- Dopiero co tu przyszliśmy. - zaśmiałem się, na jego minę. Wstałem, kręcąc z rozbawieniem głową.
Na policzkach białowłosego pojawiły się mało widoczne dla oka rumieńce. Chłopak spojrzał na swoje buty, a następnie na mnie.
- Wiem... Po prostu chciałem cię oprowadzić.
- Spokojnie, słoneczko. Chętnie się z tobą przejdę po mieście.
Connor zdobył się na uśmiech, łapiąc moją dłoń i ciągnąć ku wyjściu. Z jego entuzjazmem zapewne opuścilibyśmy zamek tak jak staliśmy, wbrew pozorom miał trochę siły w tym kruchym ciele. Tym razem to ja pociągnąłem go z dala od wyjścia na zewnątrz. Mi zapewne nic by się nie stało po paru godzinach na zewnątrz bez żadnego okrycia, ale ludzie nie byli tak wytrzymali na zimno.
Nawet w pelerynie chłopak drżał lekko przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru. Nie tracił jednak ani na chwilę uśmiechu. byłem zaskoczony ilością słów, która opuszczała jego usta podczas tego spaceru.
- O Xell... - spojrzałem na chłopaka. Obok niego pojawił się biały wilkor z czerwonymi oczami. - Astrel, poznaj mojego wilkora, Xell'a.
Kucnąłem, wyciągając w stronę zwierzęcia dłoń, by mógł ją obwąchać. Stworzenie dość nieufnie obwąchało moje palce trącając zimnym nosem mój nadgarstek. Parsknąłem śmiechem, gdy rzucił się w przód przewracając mnie. Wplotłem palce w jego futro, nie przejmując się, że półleżę na drodze.
- Potworku, zachowuj się - parsknął śmiechem białowłosy. Spojrzałem na niego spod wpadających mi do oczu włosów. Jego wilkor zawył zwycięsko skacząc dookoła nas. - Czemu zima jest taka zimna?
Spojrzałem rozbawiony na chłopaka. Podniosłem się na nogi i widząc jak ten się trzęsie, ściągnąłem z ramion ciemny płaszcz i założyłem go chłopakowi, który spojrzał na mnie z zaskoczeniem. Puściłem mu oczko i odwróciłem się do wilkora.
- Przeziębisz się...
- Connie, jestem wampirem. Nasze organizmy prawie nie reagują na takie temperatury.
- Też tak chcę - wygiął wargi jak nieszczęśliwe dziecko, owijając się moim płaszczem. Uśmiechnąłem się z rozbawieniem, przy okazji bawiąc się z białym jak otaczający nas śnieg wilkorem.
- Jeśli za parę lat będziesz chciał posmakować nieśmiertelności, wiesz gdzie mnie szukać. - mruknąłem, zerkając na niego przez ramię.
- Za parę lat? Czemu akurat tak? - podszedł zaciekawiony. Wzruszyłem ramionami. Spodziewałem się innej, dość negatywnej reakcji, a nie zaciekawienia i pytania czemu tak późno. Chłopak był dość nietypową osobą. Uśmiechnąłem się delikatnie, na samą myśl, że mógłbym spędzić z nim wieczność, była to kusząca wizja.
- Nie chcę ci zabierać życia, które znasz. Moja propozycja daje ci wybór, gdy będziesz starszy. Coś jak nowe życie.
- Nie chcę być na zawsze stary - prychnął na co wywołał u mnie śmiech. To było takie typowe myślenie ludzi. Chociaż pierwszy raz chyba nie wzbudzało to we mnie pogardy do nich, a rozśmieszało. Connor zmarszczył z niezadowoleniem nos, krzywiąc się lekko. Najwyraźniej wyobrażał sobie siebie jako pomarszczonego staruszka.
- Powiedziałem starszy, nie oznacza to od razu łoża śmierci.
Connie uśmiechnął się nieśmiało drapiąc po karku. Wpatrywałem się w jego zaczerwienioną z zimna twarz i rozwiane włosy. Podbródek chłopaka niknął w kołnierzu mojego płaszcza, który otaczał całą jego drobną postać. Białowłosy wyglądał jak dziecko w za dużym ubraniu.
- Wróćmy może do zamku, byś się nie wyziębił.
- Dobrze - powiedział.
* * *
Westchnąłem, ziewając i odkładając książkę, położyłem się ponownie wtulając się w poduszkę. Zerknąłem za okno, mając nadzieje, że panujący tam mrok zniknął, ale oczywiście, że wciąż trwała noc, a ja w pełni rozbudzony kręciłem się po pokoju jak zwierzę w klatce.
Usłyszałem pukanie w drzwi na co od razu otworzyłem je. Prawie uśmiechnąłem się na widok Devona, czarnowłosy przyglądał mi się roześmianymi oczami.
- Nie pilnujesz Olivera?
- Charlie ma nocną zmianę - uśmiechnął się. - Co tam książątko?
- Mam ochotę rzucić się z tego okna i zobaczyć jakie będę miał obrażenia. - czarnowłosy uniósł brwi wyraźnie zaskoczony moją odpowiedzią. Posłałem mu wymuszony uśmiech chowając twarz w pościeli. - Dobija mnie siedzenie w miejscu.
- To się rusz. Pozwiedzaj. Nawiedź tego białogłowego człowieczka.
- Dev, ludzie śpią o tej porze. - mruknąłem nawet nie unosząc głowy. Nie mam pojęcia czy mężczyzna mnie zrozumiał. Po chwili jednak poczułem jak siada obok mnie, a jego dłonie delikatnie gładzą moje plecy. Prawie zamruczałem na tą pieszczotę.
- Bardzo ci się nudzi? - spytał, a jego usta delikatnie dotknęły moją skórę pod uchem. Drgnąłem, odchylając lekko głowę i zerkając na niego. Jego ciemne oczy błyszczały radośnie, jak rozgwieżdżone niebo, zawsze o tym myślałem, gdy w nie patrzyłem. Wampirzy magnetyzm w nich, wręcz mnie uwodził i podszeptywał by mu ulec.
- A myślisz, że często myślę o skakaniu z wysokości?
- Może masz skłonności samobójcze ludzi? - zachichotał. Prychnąłem pogardliwie, przeciągając się. Mężczyzna wykorzystał to przejeżdżając dłońmi po moich bokach na co zaśmiałem się, a ten zaczął mnie łaskotać z diabolicznym uśmiechem na wargach. - No przestań... Devon! Puść!
Ze śmiechem obaj spadliśmy na miękki dywan przy łóżku. Jęknąłem, gdy jego ciało przygniotło mnie do ziemi, po chwili jednak odnajdując w tej sytuacji coś podniecającego. Spojrzałem na pochylającego się nade mną strażnika, kładąc dłonie na jego ramionach.
- Spasłeś się ostatnio mój drogi? - zapytałem z rozbawieniem.
- Skoro ciągle siedzę w zamku to może troszkę mi przybyło - uśmiechnął się. - Ty też straciłeś formę. Kiedyś byłeś o wiele bardziej przystojny - pokazał mi język.
- To było w czasach, gdy myślałem, że zasiądę na tronie w dniu osiemnastych urodzin, ale to przeminęło... - mruknąłem z udawanym smutkiem. Wampir uśmiechnął się delikatnie, gdy przesunąłem jedną z dłoni z jego barku na policzek. Musnąłem kciukiem jego dolną wargę, utrzymując cały czas kontakt wzrokowy. - Mogłem być piękniejszy, ale wciąż potrafię zaciągnąć kogoś do łóżka.
- Twoje pochodzenie jak i dar plątania w główkach pomaga ci w tym - odpowiedział. Kiwnąłem głową, odchylając się do tyłu i wygodnie układając się na dywanie pode mną. Potrafiłem wykorzystać swoje dary do zmuszania innych do czegoś, rzadko to wykorzystywałem, ale prawdą było, że wiedziałem co zrobić, by ktoś wykonał każde moje słowo. - Spróbuj się przespać Astrel. Idę ponękać Marcusa.
Mężczyzna wstał, posyłając mi uśmiech. Wpatrywałem się w jego wychodzącą postać z delikatnym ukłuciem smutku. Westchnąłem, powoli podnosząc się z ziemi.
Przygotowałem sobie długą kąpiel i przebrany jedynie w spodnie położyłem się do łóżka. Okryłem się kołdrą, przytulając się do jednej z poduszek. Podobało mi się to, że było ich tyle na tym łóżku. Leżąc w ciemnym pokoju w powoli się wyciszałem, pomimo nadmiaru energii czułem jak robię się senny.
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Mruknąłem ciche "proszę" i do pokoju wpadł Connor.
- Idziesz na śniadanie?
- Powiedz, że to propozycja i nie chodzi ci o ten kulturalny posiłek w jadalni... - wymamrotałem, przymykając oczy.
- Propozycje wyjścia do miasteczka. Jest tam świetna gospoda gdzie pojadą przepyszne naleśniki - uśmiechnął się, siadając na łóżku obok mnie. Poczułem się osaczony przez kuszącą woń jego krwi, delikatnie pulsującej w żyłach. Wtuliłem twarz w poduszkę, mając ochotę zacząć narzekać. Pierwszy raz tak bardzo miałem ochotę posmakować czyjejś krwi.
- Daj mi trochę czasu, księżniczko...
- Dobrze. To jak będziesz gotowy znajdziesz mnie w bibliotece lub w moim pokoju - powiedział z uśmiechem i po chwili usłyszałem jak wychodzi. Przewróciłem się na plecy, przeciągając się i siadając na łóżku. W powietrzu wciąż unosił się wyczuwalny zapach chłopaka.
Z westchnieniem wstałem i ziewnąłem. Chwile stałem w bezruchu, jakby na coś czekając. Zerknąłem za okno, przyglądając się słońcu powoli wspinającemu się na szczyt nieba, by następnie z niego spać. Podszedłem w zamyśleniu komody, wybierając w miarę ciepłe ubrania i kierując się do łazienki.
Przy pomocy jednego z strażników udało mi się znaleźć Connora. Chłopak siedział na jednym z foteli w bibliotece. Gdy tylko mnie zobaczył podekscytowany podszedł do mnie.
- Ojciec się zgodził! - uśmiechnął się. Cała jego osoba promieniowała szczęściem, widać było jak bardzo zależało mu na tym sojuszu między naszymi krajami. Byłem ciekawy jak się utrzyma to wszystko i jak długo. Uśmiechnąłem się delikatnie.
- Wspaniale, uczcijmy to tymi pysznymi naleśnikami.
- To chodźmy! - białowłosy radośnie podskoczył, na co pokręciłem rozbawiony głową. - O to wasz przyszły władca! Dorosły mężczyzna zachowując się jak małe dziecko! Przed państwem Connor Ashidee!
- Dorosły powiadasz? - zakpiłem, przyglądając mu się. Jego oburzona mina była przezabawna.
- Czy nie ma jakiejś kary za obrazę władcy? - mruknął. Zaśmiałem się, wychwytując jego słowa. Spróbowałem zachować powagę, spoglądając na niego z niewinnym uśmiechem.
- Chciałbyś mnie ukarać, Conni? - zapytałem sugestywnym tonem, nie odrywając od niego wzroku. Białowłosy wpatrywał się we mnie teraz z zaskoczeniem, dużymi oczami. Przez chwilę chyba nie mając pojęcia co mi odpowiedzieć. W duchu śmiałem się z całej tej sytuacji.
- Zboczeniec - powiedział, uderzając mnie w tył głowy. Zachichotałem, kierując się w stronę wyjścia.
- Cały twój przez jeszcze jeden dzień.
- Przez cały dzień z zboczonym wampirkiem. Cudownie - uśmiechnął się, zakładając moją pelerynę. Spojrzałem na niego, na co jego uśmiech poszerzył się. - Twoja jest cieplejsza.
- Uroczo. - mruknąłem, patrząc na jego osobę owiniętą moim płaszczem. Podobał mi się ten widok, z jakiegoś powodu czułem satysfakcje, widząc go w tym. Poczułem jak kąciki moich ust unoszą się delikatnie ku górze, gdy dłużej przypatrywałem się radosnej sylwetce Connora.
- Co się tak patrzysz? - jego błękitne oczy spojrzały na mnie oceniająco. Podszedłem bliżej niego, okrążając go powoli, by koniec końców stanąć za nim z psotnym uśmiechem. Powstrzymałem go, gdy chciał obrócić się w moją stronę, położyłem dłonie na jego biodrach. Connor powiercił się trochę w moim uścisku, wydawał się powoli niepokoić tą sytuacją.
- Zastanawiałem się jak smakuje twoja krew...Jak by to było cię posmakować... jak długo byś się opierał nim odnalazłbyś rozkosz w tym doznaniu.
Connor odwrócił się do mnie z zaczerwienionymi policzkami.
- Po pierwsze już jej próbowałeś. Po drugie, a zarazem po trzecie... TY ZBOCZEŃCU! - kolejny raz uderzył mnie zakładając kaptur i wychodząc. Zaśmiałem się, drażnienie się z nim i doprowadzanie go do szkarłatnego rumieńca mogło by być moim nowym hobby. Reakcje jego ciała były słodką sprzecznością z tym co mówił. Z szerokim uśmiechem skierowałem się do wyjścia by dogonić chłopaka, który zapomniał chyba, że mamy zjeść wspólne śniadanie.
- Słońce, prowadź do tej gospody - dogoniłem go na co chłopak prychnął. Zachichotałem, mając nadzwyczaj dobry humor. Minęliśmy strażników, który wodzili wzrokiem między moją uśmiechającą się osobą, a ich księciem, który wydawał się niezwykle rozdrażniony.
Milczeliśmy przez większość drogi, nie widziałem potrzeby rozmowy, a Connor najwyraźniej stwierdził, że będzie na mnie obrażony. Nie przeszkadzało mi to jednak w napomknięciu paru bezpośrednich uwag, które wzmocniły jego rumieńce.
- Ile będziesz się tak obrażać? - spytałem, gdy stanęliśmy przed budynkiem.
- Nie obrażam się. - oznajmił, westchnąłem otwierając przed nim drzwi i wpuszczając go pierwszego do środka. Przymknąłem oczy, by przywyknąć do ilości ludzi w tym miejscu. Tyle bijących serc i różnych zapachów przyprawiło mnie o zawrót głowy i lekkie skrzywienie. Nie lubiłem przebywać między tyloma ludźmi. Z łatwością się ranili, a potem wielkie oburzenie, gdy wampir traci kontrole.
- Książę! - podeszła do nas młoda kobieta o długich, blond włosach. - Miło cię tu znów gościć. To co zawsze?
Chłopak z delikatnym uśmiechem kiwnął głową, wzrok blondynki przesunął się na mnie. Uniosła ona brew, oceniająco lustrując moją osobę. Przypatrywałem się jej chwilę, jej postawa, w którymś momencie uległa zmianie, a spojrzenie stało się nieufne, gdy na mnie zerkała. Prychnąłem, kierując się do jednego z bardziej oddalonych stołów. Usiadłem plecami do ściany, by móc mieć całe pomieszczenie na oku. Connor rozmawiał przez chwilę z kobietą, która w ewidentny sposób okazywała mu swoją sympatię, przewróciłem oczami, widząc jak wodzi za nim wzrokiem, gdy ten skierował się w moją stronę.
- Lubi Cię - powiedziałem, na co białowłosy spojrzał na dziewczynę, a następnie na mnie.
- Nie jest w moim typie - odpowiedział. Spojrzałem na niego z rozbawieniem.
- A jaki jest twój typ, księżniczko?
- Jak się dowiem to Ci powiem - mruknął zamyślony. Uśmiechnąłem się na tą odpowiedź. Była jak obietnica ponownego spotkania. Przymknąłem oczy, pogrążając się we własnych myślach, by nie przeszkadzać Connorowi, który wyraźnie pochłonięty był myśleniem o czymś.
Chciałem już wrócić do Xansoss, jednak nie z powodu tęsknoty, a wolności jaką odczuwałem na znanych sobie terenach. Wiedziałem co mnie tam czeka i co może się stać, a przede wszystkim nie czułem się jak dzikie zwierze w klatce. Nic nie miałem do tego królestwa, Ashidee miało swój urok i zapewne było piękne w cieplejszych porach, ale brakowało mi tego co było w domu. Czułem się jak zagubione dziecko, za szybko puszczone w świat. Przywykłem do tego co miałem w zamku, żyjąc tam przez tyle lat i nie opuszczając granic, nie wiedziałem jak do końca się zachować w miejscu, które było dla mnie obce.
Drgnąłem, gdy przede mną na stole postawiono dwa talerze z porcją złocistych naleśników z polewą i wiórkami czekolady. Od razu było widać, że Connor przepada za słodkościami.
- Smacznego, mon prince - powiedział, biorąc do ust duży kawałek naleśnika. Uśmiechnąłem się delikatnie przez chwilę bardziej koncentrując się na przyglądaniu mimice twarzy białowłosego niż na własnym posiłku.
- Mon prince? - zapytałem, w którymś momencie z ciekawością.
Connor zatrzymał się jakby został sparaliżowany. Jego oczy szeroko otwarte wpatrywały się we mnie.
- Powiedziałem to na głos? - uśmiechnąłem się szeroko słysząc to pytanie. Błękitne tęczówki wpatrywały się we mnie z lekką paniką, gdy kiwnąłem twierdząco głową. Podobało mi się to określenie w ustach młodszego chłopaka. Białogłowy mruknął coś nie zrozumiałego po nosem i wrócił do jedzenia.
Po skończonym posiłku wstałem, by zamówić sobie coś do picia, byłem prawie przy barze, gdy poczułem zapach krwi. Stanąłem w miejscu jak sparaliżowany od razu koncentrując się na kelnerce, która leżała na kawałkach rozbitego szkła. Słodka woń jej krwi zmąciła moje myśli. Wstrzymanie oddechu było na nic, gdy już poczułem ten kuszący zapach, moja natura wyła, chcąc dostać to czego tak bardzo pragnęła.
- Astrel - usłyszałem przy uchu słodki głos księcia Ashidee. - Nie jesteś potworem. Nie myśl o tym. Spójrz na mnie. Chcesz jej krwi? Od niej? Stać Cię na więcej - jego słowa w jakiś nie znany mi sposób zainteresowały mnie. Nie skupiałem się już na niej tylko na chłopaku. - Dasz radę. Jesteś silny. A teraz chodź.
Connor zostawił na stole pieniądze i pociągnął mnie szybko do wyjścia. Wciągnąłem głęboko mroźne powietrze, starając się pozbyć słodkiej woni z umysłu. Czułem jak powoli wszystko wraca do normy, wycisza się. Spojrzałem na pochmurne niebo, z którego powoli spadały białe płatki śniegu. Lawirowały one w powietrzu, a koniec końców opadały na jedną z przeszkód na ich drodze.
- Dziękuję. - mruknąłem, spojrzałem na przyglądającego mi się chłopaka.
- Jesteś głodny? Trzeba było powiedzieć... - mruknął niezadowolony Connie.
- I co byś wtedy zrobił Connor? - zapytałem z lekką złością. Czułem się zmęczony przebywaniem w Ashidee, miałem dość tylu ludzi wokół mnie. Moja natura rzucała się jak w zamknięciu przy nich, nie bez powodu na zamku nie było prawie ludzi. Zapewniało to spokój mi i Oliverowi, który teraz jest najbezpieczniejszy. Jedyne czego zazdrościłem starszym to ich kontroli, nie musieli się martwić, że nie będą potrafili się powstrzymać.
- Pomógłbym Ci! - prychnął jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Twój ojciec mnie osobiście zakołkuje jeśli tknę kogokolwiek z jego ludzi, książę. - westchnąłem. Musiałem wytrzymać jeszcze tylko dzisiaj, jutro wrócę do domu i znów będę mógł robić co chcę.
- Chce pomóc... - powiedział cicho, owijając się moją peleryna.
- Już to zrobiłeś, nie pozwoliłeś mi skrzywdzić tej dziewczyny. - oznajmiłem.
Przez resztę drogi chłopak nie odzywał się. Widać było, że nie podoba mu się moja postawa i że naprawdę pragnie mi pomóc. Jednak nie kłamałem mu, że jego ojciec nie przyjmie takiej sytuacji ze spokojem. Nie chciałem stwarzać Connorowi kłopotów. Białowłosy zerkał na mnie parę razy z trudnym do odczytania wyrazem twarzy. Westchnąłem, gdy stanęliśmy przed drzwiami mojej komnaty.
- Uśmiechnij się, Conni.
- Nie mam powodu do uśmiechu - mruknął podając mi pelerynę. Potrząsnąłem głową, nie biorąc jej.
- Zatrzymaj ją, tobie bardziej się przyda. - powiedziałem. Uniosłem dłoń i pogładziłem lekko jego policzek. - Nie zadręczaj się tak. Uśmiechnij się dla mnie.
Chłopak spojrzał na mnie, a następnie poczułem jego drobne ciało obejmujące mnie.
- Jutro wyjeżdżasz?
- Nie mam tu nic więcej do załatwienia. - odpowiedziałem, otaczając go ramionami. Connor wtulił się we mnie, owiewając ciepłym oddechem moją szyję. Uśmiechnąłem się delikatnie, gładząc jego plecy.
- Odwiedzisz mnie? - spytał. Uniósł głowę, opierając podbródek na mojej piersi. Widziałem lekki smutek w jego oczach.
- Może kiedyś, księżniczko...
- A jak nie to ja Cię odwiedzę - powiedział. Uśmiechnąłem się minimalne, widząc upór w jego oczach. Zaczesałem mu lekko włosy do tyłu, przez co wydawały się nastroszone. Connor nie wydawał się zachwycony z mojej zabawy jego fryzurą.
- Zawsze mnie uprzedzaj, jeśli będziesz chciał przyjechać.
Białowłosy kiwnął głową na zgodę i pociągnął mnie do mojego pokoju. Spojrzałem na niego z niezrozumieniem, chłopak zamknął drzwi jakby nigdy nic i odłożył płaszcz na krzesło stojące przy stoliku, na którym było parę książek i moich rzeczy. Connor uśmiechnął się delikatnie, zerkając na mnie.
- Co robisz, słoneczko? - zapytałem, przyglądając mu się z ciekawością. Usiadł na łóżku zrzucają z nóg czarne, zimowe buty.
- Byliśmy blisko, a jestem zmęczony zimą, więc przywłaszczę sobie twoje łóżko - odpowiedział kładąc się na nim. To nic nie tłumaczyło, ale nie zamierzałem drążyć. Korzystając z jednego ze swoich talentów rozpaliłem w kominku, by chłopakowi było cieplej i z książką, usiadłem obok niego na łóżku.
- Zostaje. Zbyt wygodnie tu masz - mruknął, owijając się kocem.
- Masz czas do obiadu. - skomentowałem, przyglądając mu się.
Spojrzał na mnie, a następnie przytulił się do mojego ramienia. Przez dłuższy moment wpatrywałem się w niego z uśmiechem na ustach. Ten niczym nie przejęty, wtulony w moje ciało, powoli odpływał. Wsłuchiwałem się w jego zwalniający oddech i rytm serca, który się do niego dostosowywał. Objąłem go, przyciągając w ten sposób bliżej siebie jego ciało. Connor z cichym pomrukiem powiercił się, szukając dogodnej dla siebie pozycji.
- Nikt o tym nie musi wiedzieć - zachichotał cicho chłopak i dając mi buziaka w policzek przykrył się cały, odwracając się do mnie tyłem. Przewróciłem oczami, zabierając się za czytanie jakiejś powieści. Wsłuchany w spokojny i równomierny oddech Connora pogrążyłem się w lekturze. W którymś momencie poczułem jak moje powieki powoli opadają.
***************************************************
[poprawione i zmienione]